Mecz w Poznaniu wywołał niespotykane zainteresowanie jeszcze zanim piłkarze Lecha pokonali w Chorzowie Ruch 2:1 i zajęli pozycję lidera. 13,5 tysiąca miejsc okazało kroplą w morzu potrzeb, a bilet na spotkanie Lecha z Zagłębiem był najbardziej pożądanym towarem w stolicy Wielkopolski w ostatnich dniach.
- Żałujemy, że nasz nowy stadion nie został jeszcze w całości oddany do użytku. Chętnych do obejrzenia meczu było dwa razy więcej niż mogliśmy pomieścić – mówił przed meczem Arkadiusz Kasprzak, wiceprezes poznańskiego klubu.
Wiele kibiców bez wejściówek przyszło pod stadion z nadziejami, że może trafi się “okazja”, ale próżno było znaleźć osoby, które chciały sprzedać swój bilet. Z wyjątkowej okazji mogli skorzystać natomiast budowlańcy z konsorcjum Hydrobudowy, którzy zasiedli na jeszcze nie oddanych do użytku trybunach.
Lubinianie, jak zapowiadał wcześniej ich trener Marek Bajor, nie zamierzali ułatwiać Lechowi zadania w drodze po tytuł. Szkoleniowiec “miedziowych”, który jeszcze nie tak dawno pracował w Lechu, bardzo dobrze ustawił swój zespół, przede wszystkim w środku pola. Poznaniacy mieli spore kłopoty z przedarciem się na pole karne rywali, ale też nie pozwalali napastnikom Zagłębia rozwinąć skrzydeł.
W 17. min. niewiele brakowało, by Zagłębie objęło prowadzenie – Iljan Micanski próbował z dystansu przelobować zbyt mocno wysuniętego Krzysztofa Kotorowskiego. Poznański bramkarz w ostatniej chwili zdołał przerzucić piłkę nad poprzeczką.
Pięć minut później było już 1:0 dla gospodarzy. Po rzucie wolnym egzekwowanym przez Semira Stilicia, niefortunnie interweniował Wojciech Kędziora, który wpakował piłkę do własnej siatki. Dość szczęśliwie uzyskane prowadzenie uskrzydliło lechitów, którzy wykorzystali rozluźnione szyki defensywy gości i kilkakrotnie wyprowadzili groźne kontrataki. W akcjach Lecha brakowało jednak dokładności, sporo było nieporozumień na linii Stilić – Robert Lewandowski – Sławomir Peszko.
Podopieczni Jacka Zielińskiego nie zamierzali bronić skromnej zaliczki i tuż po wznowieniu gry ruszyli do natarcia. Strzał Stilicia w ostatniej chwili został zablokowany, a po uderzeniu Lewandowskiego bramkarz gości Bojan Isailović popisał się efektowną paradą.
Kolejna akcja poznaniaków była już skuteczna. Po dośrodkowaniu Sergieja Kriwca, Michał Stasiak źle wybił piłkę, do której dopadł Lewandowski. Najskuteczniejszy strzelec ekstraklasy huknął jak z armaty i Isailović był bez szans. Napastnik Kolejorza zdobył bramkę nr 18 i przypieczętował zwycięstwo w klasyfikacji snajperów.
Drugi gol praktycznie przesądził losy spotkania i mistrzowskiego tytułu. Wprawdzie kilka minut później Lewandowski znów trafił do siatki, ale uczynił to będąc na pozycji spalonej. Zagłębie straciło wiarę w to, że mogą namieszać w rywalizacji o mistrzostwo kraju. Groźnie strzelił Przemysław Kocot, lecz Kotorowski był na posterunku.
W końcówce oba zespoły wyczekiwały na końcowy gwizdek arbitra, a sektor najzagorzalszych sympatyków Kolejorza przykryła wielka flaga z napisem “mistrz powrócił, ma się zdrów”. Gdy Robert Małek zakończył spotkanie, na płycie boiska rozpoczęło się wielkie świętowanie. Jacek Zieliński pofrunął do góry na rękach swoich zawodników, a kibice po raz pierwszy w tym sezonie skandowali jego nazwisko.
Puchar za triumf w lidze piłkarzom Lecha wręczył prezes Ekstraklasy Andrzej Rusko. Osobne trofea wręczyli drużynie przedstawiciele władz Poznania oraz prezes Wielkopolskiego ZPN – Stefan Antkowiak.
- Stres wśród piłkarzy na pewno był duży, było to widać po zawodnikach na zgrupowaniu przedmeczowym. Było cicho, żadnych żartów, powiedziałbym nastrój zaduszkowy. Zagłębie dzisiaj się postawiło, dlatego satysfakcja ze zwycięstwa jest tym większa. W mistrzowski tytuł uwierzyłem dopiero po ostatnim gwizdku. Po zakończeniu meczu podszedłem do prezesa i powiedziałem “zadanie wykonane” – mówił po meczu Jacek Zieliński, trener nowych Mistrzów Polski. – Bez wątpienia dla mnie to największy sukces życiowy i trudno do czegokolwiek porównać. Wierzyliśmy do końca, że uda się dogonić Wisłę, choć niektóre media po meczu w Krakowie już nas skreśliły. Byliśmy zaledwie trzy kolejki liderem – po drugiej, 29. i 30. Wisła chyba przez 24 kolejki, to pokazuje jak piłka jest okrutna. Dzisiaj czas na zabawę i póki co nie myślę o swojej przyszłości – zakończył.
- Gratuluję Lechowi mistrzostwa Polski, kibicom i wszystkim tym, którzy do tego się przyczynili. Myślę, że może ja z trenerem Smudą również dołożyliśmy do tego małą cegiełkę, w końcu grają w Lechu zawodnicy, których my tutaj ściągaliśmy. Ale oczywiście, nie chcę by to zostało źle odebrane, bo to zasługa przede wszystkim obecnego sztabu szkoleniowego – powiedział Marek Bajor, trener Zagłębia. – My również cieszyliśmy się, ale dwa tygodnie temu, bo zapewniliśmy sobie utrzymanie. Jestem zadowolony dzisiaj z postawy mojego zespołu, choć wynik jest nie taki, jakbym sobie życzył. Gramy niezłą piłkę, ale brakuje nam skuteczności. Łatwo tracimy bramki, dlatego często ostatnio remisowaliśmy – dodał.